Drzwi kuchenne pchnięte
„Drzwi kuchenne, pchnięte nogą marynarza, trzasnęły, jedno z górnych okien zostało, nie bez trudu, uniesione i zamocowane, po czym głęboka cisza ogarnęła stary dom. I tak jak przedtem nie mógł zasnąć, gdyż przeszkadzał mu hałas wodospadu, tak teraz drażniła go ta cisza — walczył więc i z nią, i z sennością.
Przedtem, zanim jeszcze zobaczył zbliżającą się parę, zamierzał po prostu poleżeć i wyobrażać sobie, że straszni dzicy ludzie zajęli opuszczony dom lub że ukrywa się w^ nim groźny olbrzym. Wielkie drzewo figowe odgrywało już nie raz rolę cudownego drzewa, ro
dzącego złote owoce, które prześwitywały przez gałęzie jak chmara robaczków świętojańskich — migotliwe drzewo, zapalające się, gasnące, znów zapalające. Niedługo już spływać zacznie słodkim, złocistym syropem. Loch przez sen wyciągał język i wtedy matka pakowała mu łyżkę z lekarstwem do ust.
Często śniło mu się, że do środka domu wśliznęła się ciemna pieczara i że mleczarz jeździ z pokoju do pokoju, okładając długim batem konia z czerwoną różą. We śnie mleczarz nie śpiewał. Czasami śnił się Lochowi sam koń, biały i bardzo piękny. Koń podchodził pod okno i prosił o coś, unosząc głowę i odzywając się cichym, lecz wyraźnym głosem, a Loch nie był pewny, czy zgodzi się, czy też odmówi jego prośbie. Tym razem głos konia nie dotarł do niego przez zamkniętą szybę. Ale zaraz, ktoś chyba wszedł do domu. — Cassie! — zawołał i odwrócił się. Cassie ukazała się w drzwiach. — Przecież mówiłam ci, co masz robić — powiedziała. — Jeśli chcesz scyzoryk, to wytnij i podlicz dokładnie kupony od mydła.“(7)
<<<< cych jąder przy
| jechać do Paryża skoro >>>>